Prawie dwa lata nic nie pisałam...
Nie żeby ktoś to czytał *kaszl* ale dzisiaj weszłam na bloga Mii i znów poczułam potrzebę pisania na blogu.
Co się działo przez te dwa lata? Wiele.
Przede wszystkim, w dalszym ciągu moje-nasze dalej jest, i to jak jest! ha! (wiesz co :*) :D
Bardzo jestem szczęśliwa z tego powodu. Po drodze wiadomo, bywało różnie, ale teraz...czuje się tak jakbym znalazła swoje miejsce. Realne, prawdziwe, stabilne, bezpieczne, takie akurat. I to chyba dla mnie najważniejsze jest - taki motor, impuls, taka bateria :)
Między nami nie ma już mojej wspaniałej Babci - szczerze powiedziawszy jeżeli chodzi o jej obecność, to cały czas czuje się tak jakby to wszystko co się wtedy działo, stało się wczoraj, a nie półtora roku temu. Już tak bardzo nie boli, właściwie, zostały miłe wspomnienia ale pamięć jest ciągle żywa. Strata kogoś to zawsze jest taki czas, który w pamięci zostaje żywy. Jakby to było wczoraj...
Z weselszych spraw, skończył się remont.
TAK! NeverEndingStory wreszcie dobiegła końca. Niektórzy pewnie nie będą umieli w to uwierzyć, ale JEDNAK! :P Mieszkam teraz na piętrze, ma swój własny dooooooooopny pokój, łazienkę dziele z braćmi ale kuchnię mam już swoją. Meble w niej są stare..od Babci, ale jak na razie wystarczą. Kuchnia jest pomalowana na bananowy kolor, mój pokój na limonkowy a przedpokój na krwistą malinę (ŻÓŁTY, ZIELONKAWY I CZERWONY panowie).
Co jeszcze...a, mam profil na Fejsbuku :D
Włosy zafarbowane na czarno.
Jednak poniekąd umiem jeździć na rolkach.
Byłam w międzyczasie na dwóch weselach i bawiłam się przaśnie. :)
Swój numer przeniosłam do PLAY'a btw (o ile ktoś jeszcze nie wie ^^)
0 komentarze:
Prześlij komentarz